O dietę pracownika można zadbać – z życia wzięte…


Do napisania tego postu skłoniło mnie poszukiwanie nowych informacji i doniesień na temat wpływu diety na wydajność pracowników. Od jakiegoś czasu obserwuje publikacje, których dotychczas było niewiele.

Jedną z pierwszych w Polsce, bardzo cennych, przedstawiła Akademia Leona Kuźminskiego w Warszawie. Przeprowadzili wraz Humanpower Polska badania wśród wyższej i średniej kadry menedżerskiej.  Spoglądając chociażby z perspektywy nawadniania, to „62 proc. managerów pije mniej niż 6 szklanek wody dziennie; mniej niż 50 proc. pije czarną herbatę, kawę i energetyki; 34 proc. codziennie je słodycze lub słodzone napoje. Takie nawyki, połączone ze złą organizacją pracy własnej i wynikające z tego napięcia, to dla organizmu w długiej perspektywie samobójstwo, tylko człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy, bo tego nie widzi. Organizm niszczeje powoli.” Nikolay Kirov

Dzięki temu, że temat jest coraz szerzej badany i opisywany, trafiłam na jedną ze stron pewnej firmy – nie będę zdradzać szczegółów jakiej. Wpis zapowiadał się dobrze, cieszy fakt, że pracodawcy doceniają wpływ diety na kondycję swoich pracowników. Podano tam przykłady, jak można wpłynąć korzystnie na dietę np. podając podczas konferencji czy warsztatów zdrowe posiłki. Stwierdzono, że najlepszą formą jest dawanie przykładu swoim pracownikom. Ze wszystkim się zgadzałam, do momentu, kiedy przeczytałam, że jako pracodawcy nie mają wpływu na codzienną dietę, głównie edukować mogą podczas takich spotkań. Z tym, do końca się nie zgodzę, ponieważ doświadczyłam realnego przykładu na to, że mogą.

Miałam przyjemność pracować w firmie Royal Canin, w gronie ludzi z dużą wiedzą żywieniową, co przekładało się również na dbałość o pracowników w tej kwestii. Zwyczajem było, że o konkretnej godzinie przyjeżdżał zamawiany wcześniej catering, którego menu było bardzo obszerne i zadowoliło każdego, od miłośników sałatek do wielbicieli pizzy. Dla osób, którym dana kuchnia nie odpowiadała, firma przygotowała dodatkowe rozwiązanie – automaty ze świeżymi posiłkami. Poza tym do dyspozycji pracowników była duża kuchnia ze sprzętami niezbędnymi do przygotowania własnego posiłku. O wskazanej godzinie schodzili się pracownicy, siadali przy długim stole i wspólnie spożywali posiłek, niezależnie od tego – jaki. To był czas na rozmowy o życiu prywatnym, zainteresowaniach, planach, oczywiście też o wciągających realizowanych właśnie projektach. Dodatkowo w firmie wszędzie były dostępne dla pracowników świeże owoce – oczywiście sezonowe, najzdrowsze. Dba się tam zarówno o jakość posiłków, jak i ich atmosferę.

Firma bierze pod uwagę różne sytuacje pracowników – posiłki są dofinansowywane, a pracownicy w tzw. „polu” otrzymują karty przedpłacone na zakup posiłków w trakcie pracy. Nie ukrywam, że było to dla mnie dużym zaskoczeniem – okazuje się, że jeżeli robimy coś z pasją, to w każdym obszarze.

W pracy spędzamy minimum 8h, kolejne 8 poza nią, 8 na sen (w idealnym świecie😉) – jeżeli w ciągu tych 8h będziemy odżywiać się zdrowo – to jest duża szansa realnego wpływu tego na nasze zdrowie. Jest też duża szansa, że wyniesiemy te nawyki z pracy i zaczniemy w domu również dbać o  żywienie siebie i bliskich. Naturalna kolej rzeczy…To natomiast korzystnie wpłynie na nasze samopoczucie i zdrowie w przyszłości.

Zatem możemy jako pracodawcy mieć wpływ na sposób żywienia pracowników – to od nas tylko zależy czy chcemy.

Do czego szczerze zachęcam.

Ania