Nawet wróblom szkodzi nasza dieta


W cenie zawsze było i jest posiadanie odmiennego zdania i podążanie za modą. Te dwie rzeczy są niezmienne – dzielimy się na tych, którzy wszystko kwestionują i na takich, którzy ulegają „trendom” i powielają je. Zasada ta, jak się okazuje, odnosi się również do żywienia.

Sama kiedyś należałam do te grupy, która krytykowała wszelkie mody na „bezgluteny”, a np. niechęć niektórych osób do picia alkoholu uważałam za „brak luzu” 😉 Nigdy nie dopuszczałam do głowy tego, że te toksyczne substancje mogą szkodzić zdrowiu w tak wielkim stopniu. Życie zazwyczaj weryfikuje nasze poglądy stawiając nas w sytuacjach, które zmuszają nas do kolokwialnego „odszczekania” zdania.

Zawsze za to zauważałam, że nie jedząc czuje się zdecydowanie lepiej. Oczywiście zbyt długo nie jedząc traciłam energie, ale traciłam ją też po posiłkach. Jednak wtedy tłumaczyłam to sobie tym, że jako była anorektyczka mam to zakorzenione raczej w głowie niż w ciele. Z taki przekonaniem żyłam do momentu aż sama nie musiałam odstawić wszystkiego czym się przeciętny człowiek żywi na skutek choroby.

Cały czas się zastanawiam czy gdybym była wierna swoim przekonaniom żywieniowym to zachorowałabym. Niestety związek pomiędzy pogorszeniem się mojego stanu zdrowia a żywieniem jest niekwestionowalny. W momencie trafienia do specjalisty moja nietolerancja obejmowała już: gluten, kazeine, tłuszcze trans. I dopiero ich odstawienie uświadomiło mi jak dobrze może się człowiek czuć i jak bardzo szkodziłam sobie tymi produktami.

Ten wpis nie ma celu przekonanie Cię czytelniku do rzucenia glutenu czy nabiału. Ten wpis na ma celu uświadomienie Ci ile tego spożywasz na codzień. Dopiero gdy stanęłam przed wyborem – dobre samopoczucie i zdrowie albo cierpienie po każdym posiłku – dotarło do mnie ile ja – świadoma żywienia – zjadam tej chemii. Bo inaczej dzisiejszej żywności nie można nazwać. Idziesz do sklepu i bierzesz jak Ci się wydaje zdrowe pieczywo – czy dostrzegłeś napis małymi literkami „produkt z głębokiego mrożenia” – nie – to się przyjrzyj – 70% pieczywa na półkach sklepowych ma swoje źródło w sklepowych zamrażarkach. Owoce i warzywa – coś co kiedyś nie szkodziło – dzisiaj pozbawione jest nawet do 80% witamin i składników mineralnych za to pełne pestycydów i innej chemii. Owoc ma wyglądać, a nie zawierać, przekonuje Cię o tym ból brzucha i częste wizyty w toalecie po zbytniej ilości ich spożytych. Już nawet owoce szkodzą – jakiś absurd!

Mleko i produkty mleczne – żywych kultury bakterii to daleko w nich szukać, ale cukru znajdziesz w każdym pod dostatkiem. Już nawet wodę trzeba nam osłodzić żebyśmy ją wypili ze smakiem. Nie wspominając już o tym, że duża część dzieci nawet nie tknie niekolorowego, niesłodkiego napoju.  To co zdrowe niby było zawsze – kiszonki – teraz zakwaszonki – bo z naturalnej fermentacji to pozostaje jedynie wspomnienie. Liczy się szybko i skutecznie, potem sprzedać ciemnemu tłumowi i biznes się kręci. Do tego napiszmy kilka artykułów o cudownych działaniu np. oleju kokosowego, a za rok jak jeszcze nikomu nic się nie stanie sprostujemy, że jest trucizną.  Dzisiejsza rzeczywistość żywieniowa.

Jak musiałam odstawić tą całą chemie, jak uzmysłowiłam sobie, że nawet w wędlinie jest pszenica zgłupiałam co jeść. Patrzę na te półki pełne produktów i nie widzę tam pożywienia. Widzę tam puste kalorie, wypełniacze i truciznę. Bo tym wszystkim jest obecna pszenica (jak kiedyś wspominałam specjaliści od żywienia już jej tak nie nazywają tylko genetycznie zmodyfikowaną rośliną na podobieństwo pszenicy – kiedyś 16 chromosomów, obecnie 46!) cukier i tłuszcze trans. Oooo, jak jest cukier to już produkt można uznać za „z wyższej półki” bo obecnie po taniości wszędzie syrop glukozowo-fruktozowy – ale to za chwilę udowodnią, że same zdrowie dla nas. Tak jak próbuje znana firma płacąc autorytetom naukowym grube pieniądze za wykłady przekonujące nas, że olej palmowy to samo zdrowie. Zabrońmy leczenia marihuana ale za legalną zróbmy alkohol – truciznę, która wg WHO jest na 5 miejscu najbardziej niebezpiecznych substancji (zaraz po heroinie czy kokainie) .

Świat oszalał, a ludzie zabijają sami siebie przez codzienne wybory. Wygodnie nam jest nie zauważać tego, wygodnie nam myśleć, że jak w markecie weźmiemy makaron pełnoziaristy to już dbamy o zdrowie. A jak ktoś nas katuje wykładami o zdrowym odżywianiu to uznajemy go za wariata. Tylko ten wariat mając 70 lat będzie jeździł rowerem codziennie do lasu i żył w zdrowiu (przykład z domu wzięty) a Ty będziesz czekał w kolejkach u lekarzy, którzy w tej całej machinie na celu nie mają Cię wyleczenia tylko zaleczenie i zarobienie bo tak im każe system, w którym przecież muszą żyć.

Ostatnio siedząc pod domem obserwowałam wróbelki – a raczek obżarte wróble które miały tak duże brzuszki, że nóżek pod nimi nie było widać. Siedziałam wpatrzona w te wróble-giganty skaczące nad porozsypywanym chlebem i zadawałam sobie pytanie – kiedy my się opamiętamy??