Między ciałem, a umysłem.


No dobra – przyznam się, chociaż nie miałam tego narazie w planach – wynikało to z tego, że nie sądziłam, że tak łatwo pójdzie😉

Nigdy nie lubiłam biegać, mimo że trenowałam zawodowo od dziecka (taniec, badminton), studiowałam na AWFiS – to bieganie traktowałam jako konieczność, świadoma jego korzystnego wpływu na ciało. 

Zatem wybierając aktywności w czasie wolnym – nigdy to nie było bieganie, czasem na siłowni weszłam na pół godziny na bieżnie. Wydawało mi się to rozsądniejsze niż bieganie między samochodami w zanieczyszczonym mieście – ale to moje opinia😉Uwielbiałam  za to wszelkie formy aktywności tanecznej, mocny spinning a po nim trening interwałowy na tętnie 170 – czułam wtedy, że żyje.

Odkąd zachorowałam, aktywność zaczęła być dla mnie wyzwaniem – dosyć ciężkim, walką ze swoimi słabościami i palącym bólem mięśni. Mimo, że aktywność jest wskazana i pomocna w wielu chorobach – postanowiłam dać odpocząć mojemu organizmowi, który od lat dziecięcych był mocno eksploatowany – nie tylko fizycznie treningami, ale również natłokiem różnych obowiązków. Postanowiłam nie ćwiczyć, nie robić nic na co nie mam ochoty i po prostu odpocząć od wszystkiego. Czasami wzięłam hantle do rąk i poćwiczyłam konkretne partie ciała – ale dla osoby trenującej od dziecka – to żaden wysiłek…

Już jakiś czas temu mój organizm sam zaczął domagać się solidnego treningu, sama w to nie wierzyłam, ale miałam ochotę pobiegać! W związku z tym, że w naszej głowie zazwyczaj pojawia się tysiąc ograniczeń – tak i w mojej się pojawiały. Przede wszystkim był to strach przed próbą i porażką. W czasie choroby dużo straciłam tego, co wypracowałam dotychczas w życiu. Na nowo musiałam wyrabiać „skillsy”, które już kiedyś miałam – w różnych dziedzinach życia. Bałam się zatem, że moje ciało też będzie wymagało pracy nad kondycją od nowa. Ten strach paraliżował mnie zawsze, gdy moje ciało chciało pobiegać. I tak toczyła się ta walka pomiędzy ciałem, a psychiką, aż zaakceptowałam stan rzeczy. A, że z natury jestem osobą, która się nie poddaje – postanowiłam zmienić metodę. Technik jest wiele – ja zaczęłam od początku – czyli od małych kroczków – taki był cel. Więc postanowiłam każdy dzień zaczynać od aktywności fizycznej – takiej na jaką mam ochotę danego dnia. Nie zastanawiałam się czy dam radę, czy mam siły, czy mi się chce – tylko zakładałam buty i zaczynałam tak dzień. Jakie było moje zdziwienie gdy pierwszego dnia przebiegłam 3,5km po nierównym terenie, wspinając się tym samym na odpowiednik 22 piętra… Wtedy zrozumiałam, że moje ciało pamięta – pamięta co to ruch i tęskni za nim. Dzisiaj – w piątym dniu postanowienia (wiem, wiem – dopiero piąty😉) wstałam z myślą, że dzisiaj nie biegam, dzisiaj zrobię sobie lekki trening żeby dać odpocząć organizmowi (kiedyś trenowałam 5-6 razy w tygodniu więc uznałam, że mój organizm to udźwignie), jutro regenerację. Zaskoczyłam ponownie samą siebie – chodząc po domu stwierdziłam, że chce mi się pobiegać!! Ubrałam więc buty, dresy i wyszłam – 3 km zrobione i 23 piętra zaliczone – tak na rozbieżke. Bo biegało się dzisiaj cudnie – nagle oddech stał się głębszy, tempo wzrosło, zatoki się oczyściły, mięśnie przestały płonąc… po 5 dniach treningu moje ciało odżyło… po 5 dniach… a myślałam, że będzie potrzebny przynajmniej miesiąc… Wiem, że przede mną jeszcze okresy spadku motywacji, słabszej kondycji organizmu – ale już się tego nie boje, słucham organizmu i robię to na co ma siłe w tym momencie, jednak trzymając się swoich postanowień – w końcu przeżyje codziennie poświęcając chwile na trening – jak by nie było, przecież zawsze dam radę „coś zrobić”.

Słuchaj organizmu, ale go motywuj! Naucz się współpracy ciała i rozumu, tego co czujesz, że jest dobre, a tego co powinnaś dla swojego dobra. To kluczowe w trosce i zdrowie i dobrą kondycję!

Zrób cokolwiek, zacznij od wejścia schodami zamiast jazdy windą, do pójścia do sklepu zamiast jechania samochodem… od małych kroków, ale konsekwentnie. To co wypracujesz – zostanie z Tobą, każdego dnia będziesz przybliżać się do celu. Czy nie warto podjąć próby? Wstań jutro z jakimś postanowieniem i niezależnie, co będzie się działo – trzymaj się go. Nie szukaj wymówkę – w tej kwestii powiedz sobie – NIE – nie ma wymówek, to przybliży Cię każdego dnia do lepszej wersji siebie…

Chyba warto?

To co, dołączasz?

8AEE62C0-278B-4D95-BC3C-5E23C532C14F

Ania