Czy jesteśmy skazani na żywność ekologiczną?


O tym, że żywność wysokoprzetworzona jest dla nas najbardziej szkodliwa – nie trzeba zapewne wspominać.

Tylko w tej sytuacji – czym ją zastąpić?

Pamiętam na studiach wykład o żywności ekologicznej – jako, że na tamten czas, byłam raczej radykalna w swoich poglądach dotyczących żywienia – skrupulatnie notowałam szczegółowe informacje – każdy kto mnie zna wie, że raczej notatki kserowałam niż pisałam własnoręcznie, notowałam tylko to, co było ważne w moim przekonaniu😉 Na wspomnianych wykładach tak właśnie było – notowałam wszystko skrupulatnie. Następnie idąc do sklepu szczegółowo przeglądałam półki sklepowe wybierając produkty te z oznaczenie „zdrowa żywność”, „żywność ekologiczna” etc. Niestety dużą część produktów musiałam kupować w sklepach specjalistycznych, a co za tym idzie ich cena była znacząco wyższa. W związku z tym, że zawsze uważałam, że lepiej zjeść mało, a dobrze niż dużo, a słabej jakości – zaakceptowałam ten fakt.

Pierwsze moje zwątpienie przyszło w momencie trafienia do moich rąk raportu dotyczącego kontroli produktów z oznaczeniem „zdrowa żywność” – okazało się, że blisko połowa produktów nie spełniała kryteriów wymogów. Wstrząsnęło mną to bardzo – a najbardziej w tym kontekście, że skoro „zdrowa żywność” ma tak słabe noty, to co jest w tej „normalnej” – gdzie normy nie są aż tak restrykcyjne.

Następnie wczytałam się w temat żywności ekologicznej i okazało się, że nie jest ona tak do końca ekologiczna jakby się wydawało. Faktycznie produkty ekologiczne nie są traktowane chociażby środkami chwastobójczym i owadobójczymi, które mogą być groźne dla naszego organizmu. Są jednak pryskanie, tylko że stosunkowo małą ilością substancji i zdecydowanie mniej inwazyjnymi i bezpieczniejszymi niż w przypadku rolnictwa na skale przemysłową. 

Jednak to wciąż nie ideał…

Na ten moment uważam, że idealnie byłoby posiadać swój ogródek z warzywami i owocami (akceptując fakt oprysków z otaczający nas urządzeń😉)- jednak dla większości jest to nierealne…

Jak ja sobie radzę? Po pierwsze – jednym z najlepszych prezentów jakie można mi dać to naturalne produkty własnej hodowli.

Będąc ostatnio w Polsce dostałam mnóstwo skarbów: od jabłek przez orzechy po jaja. Każde z tych jaj traktuje na wagę złota – wyglądają jak te jaja u Babci – każde innej wielkości, prawdziwie żółte żółtka (nie „barwione”), czasem podwójne,pyszny smak (o ile w jajach można to wyczuć😉). Takich prezentów nie odmawiam, i tak jak komercyjne produkty czasami się u mnie psują, tak takie nigdy! Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś z naszych znajomych ma np. ogródek pod miastem i jabłonki pełne owoców, którymi chętnie się podzieli. Pamiętam niejednokrotnie nowi znajomi, którzy poznali moją miłość do owoców zapraszali mnie na papierówki, inni ogłaszali na fb że mają drzewa pełne czereśni – oddadzą za darmo. Jeden z moich przyjaciół Wam znany co roku sadzi paprykę mieszkając w Gdańsku,  sadzonkami a później owocami – dzięki się ze znajomymi. Jakby każdy posadził coś innego możnaby skompletować warzywniak😉 Jak widać – jak się chce to można😉

Kto z Was korzysta z takich możliwości? Często nawet ja sama nie. Przyzwyczailiśmy się poniekąd do pięknych owoców, łatwo dostępnych za rogiem, w których nie trzeba zwracać uwagi na robaki czy pleśń. To wygodne, ale czy dobre dla nas. Ile w porównaniu do owoców z domowego sądu mają te produkowane na skale przemysłową?

Jednak w idealnym świecie nie żyjemy… Sadów nie mamy, nie zawsze znajomych z ogrodami, więc jak żyć?😉

Okazuje się, że jeżeli skupimy uwagę na czymś – znajdziemy rozwiązanie – tak działa ten Wszechświat. 

Jakie było moje zdziwienie po kilku latach mieszkaniach w Trójmieście, że pod nosem mam młyn! Można powiedzieć że w centrum miasta była możliwość skorzystania z usług młyna – Ci, którzy chcieli wiedzieli o tym dużo wcześniej…

Mojej znajomej ze studiów rodzice okazało się, że wyrabiają wędliny – domowymi metodami, bez sztucznych dodatków – nie było problemem zebrać zamówienie od znajomych  i pojechać do oddalonej o 30km miejscowości po przepyszne wyroby. Tym bardziej, że przy okazji można było nabyć świeżutkie jaja😉 Pamiętam w jednym ze szpitali, które odwiedzałam – raz tygodniu przyjeżdżał Pan ze świeżymi produktami mlecznymi – domowej roboty twarogiem, masłem – też kupowałam jak akurat trafiłam😉

O tym, że mieszkając we Wrocławiu i jeżdżąc po okolicach spotykałam stare, niepryskane sady – wspominałam wielokrotnie.

Jak widać, możliwości są dookoła😉Polecam lekturę  „Zamień chemię na jedzenie” gdzie autorka Julita Bator przekonuje, że znajdując motywacje znajdziemy rozwiązania. Przeorganizowała sposób żywienia swojej rodziny ponieważ  zauważyła ścisły związek pomiędzy chorobami ich dzieci a spożywaną żywnością. Jej dzieci były dla niej motywacją dzięki czemu zobaczyła, że świadome żywienie nie jest takie trudne.

Jeżeli jednak nie mam możliwość zakupu produktów zupełnie naturalnych – tak też często bywa – moim następnym krokiem jest albo żywność ekologiczna albo poświęcenie uwagi produktom na półkach sklepowych w celu przeanalizowania ich etykiet, miejsc pochodzenia etc. 

Bo jaki jest sens kupowania truskawek hiszpańskich w sezonie truskawek polskich? Albo kupować importowane jabłka podczas gdy mamy je najlepsze na świecie u siebie? Podobnie bywa z etykietami produktów – im mniej w nich pozycji – tym lepiej dla produktu. Bo przytaczany często chociażby jogurt – naturalnie to dwa składniki – mleko i żywe kultury bakterii, a niej jak w dostępnych w marketach część tablicy mendelejewa😉

Na studiach mieliśmy praktyczne zajęcia z towaroznawstwa, podczas których smakowaliśmy różne produkty. Na talerzu leżały dwie marchewki – jedna była z uprawy bez nawozów (poza tymi naturalnymi), druga z przemysłowej uprawy – naszym zadaniem było dopasować produkt do pochodzenia. Podobnie było z kefirem, wafelkami i innymi produktami. Jakie było zdziwcie większości studentów, że marchewka naturalnie ma naturalnie gorzki posmak, podobnie jak sałata – pamiętasz o tym? Ja pamiętam – u Babci w ogródku tak właśnie smakowały warzywa. 

Jednak konsumpcjonizm wymusił zmiany w naturze i my to w pełni akceptujemy – gorzej z naszymi organizmami i stąd wysyp chorób przewlekłych…

Produkt zdrowy to produkt zbliżony możliwie najbardziej do tego naturalnego – więc zanim po raz kolejny skonsumujesz „coś” nieświadomie – przyjrzyj się temu, zastanów się ile może mieć dodatków chemicznych i jakie wartości odżywcze z tego wyciągnie Twój organizm. Jestem przekonana, że podchodząc świadomie do żywienia – część z produktów nigdy nie zagościła na Waszych stołach…

Świadomych wyborów życzę🙂

Ania