Apel do wszystkich Mam..


To jest apel do Mam – w Waszych rękach przyszłość Waszych dzieci – zadbajcie o to, żeby wchodząc w dorosłe życie były zdrowymi ludźmi, przede wszystkim z dobrymi nawykami żywieniowymi – resztę mogą nadrobić po drodze…
Do napisania tego apelu skłoniła mnie pewna sytuacja. Obserwuje w sieci różne osoby ze „świata dietetyki” bardziej lub mniej znane, jedni mnie inspirują, inni powodują że rwę włosy z głowy. I tak było dzisiaj.
Jedna ze znanych celebrytek, kobieta sportu i dietetyki wrzuciła na swój profil zdjęcie ok. 4 letniego dziecka z paczką chipsów – z komentarzem „ktoś tu ładnie kibicuje podczas meczu” – oczywiście z lokowaniem produktu.

Rozumiem wiele i staram się zrozumieć każdego, ale krew się we mnie wezbrała. Nie rozumiem jak ktoś, kto promuje rzekomo zdrowy styl życia, może promować jednocześnie takie nawyki żywieniowe? Oczywiście był też komentarz, że to zdrowe przekąski.. Cała rzesza fanek zapiała z zachwytu, ewentualna krytyka odnosiła się do wizerunku dziecka i jeden – dosłownie jeden komentarz na temat tego co to dziecko je – oczywiście z profilu kogoś kto zajmuje się zdrowym żywieniem. Wiecie dlaczego tak mnie to podirytowało – bo to jest promocja ZŁYCH NAWYKÓW – nic więcej. Dla mnie nieważne jest czy to zdrowa czy niezdrowa przekąska – dla mnie to informacja, że to małe dziecko już zaczyna uczyć się złych nawyków – oglądanie tv = jedzenie. Nie wierze w to, że to dziecko wie, czy to zdrowe czy nie.. Nie umie czytać co je, ale nauczy się że oglądając mecz (czy cokolwiek innego) należy mieć przekąskę. Wiecie ile dzisiaj takich dorosłych zgłasza się do naszego Centrum Dietetycznego – takich którzy sami mówią – „to złe nawyki z dzieciństwa i teraz najtrudniej się ich pozbyć.” Jesteśmy w stanie wdrożyć bardzo dużo zmian w krótkich czasie, ale te zakorzenione nawyki z dzieciństwa są przywczajeniami nad którymi zazwyczaj pracujemy najdłużej. A co potem robimy – uczymy ich swoich dzieci -pewnego rodzaju hipokryzja…

Prawie 2 mln obserwujących – to grono odbiorców owej celebrytki – „kupujące” to co powie, sugerujące się jej radami – aż mnie serce boli i nie wiem jak to nazwać kulturalnie bo cisną się na usta same gorzkie słowa.
Część z Was powie, że ma swój rozum – i pewnie w jakimś procencie tak jest – ale gdy zobaczyłam komentarz jednej z mam, że uwielbia promowane przez ową celebrytkę przekąski i owoce liofilizowane dla swojego dziecka – nie wytrzymałam. Wręcz podobno to dziecko je TYLKO takie owoce (są już efekty nauki nawyków). Zasugerowałam, grzecznie nie chcąc robić kolokwialnego hejtu, że to idealna pora na świeże owoce i otrzymałam odpowiedz, która mnie załamała. Dosłownie – załamałam się odpowiedzią, Pani-Mama stwierdziła, że ciężko o 7 rano zorganizować świeże owoce, że liofilizowane lepiej się sprawdzają.😦

Ma się ochotę powiedzieć – Hello??

Naprawdę – ciężko kupić świeże truskawki czy maliny i włożyć do lodówki – wyciągnąć rano i dodać do śniadania – w czym jest problem? Nie posiada lodówki? Nie ma dostępu do sklepu? Nie – nie zrozumiem tego – dlaczego tak bardzo dążymy do tego, żeby spożywać jak najbardziej przetworzona żywność i co najgorsze uczymy tego nasze dzieci. Przecież dla tego dzieci w przyszłości normą będą przetworzone owoce – nie świeże. I co z tego ze liofilizacja uchodzi za zdrowy sposób przetwarzania produktów – ale to jest zawsze przetworzony produkt – który był kierowany do wojsk, kosmonautów, osób trenujących zawodowo – są to specyficzne grupy ze specyficznymi potrzebami żywieniowymi, w ciężkich warunkach. Nie zrozumiem, jak osoba o zdrowych zmysłach podaje coś takiego dziecku w trakcie sezonu na świeże owoce – za małą mam głowę na to…
Wiesz co ja robię – jak jest pełny sezon na konkretne owoce jak truskawki, maliny, borówki czy jagody – znajduje dobre ich źródło i je mrożę na zimę bo korzystam z dobrodziejst natury – po to ją mamy – ona najlepiej o nas zadba i o nasze zdrowie.
Nie mówię „nie” przetworzonej żywności – w moim przekonaniu zimą lepiej kupić gotowy produkt niż gotować obiadki dla maluchów z marchewki z dyskontu (poziom witamin i składników mineralnych = 0 – potwierdzone badaniami), ale nie zrozumiem Mam, które latem zamiast kupić świeże maliny podają swojemu dziecku przetworzony produkt – bo wygodniej…
Dziękuje, że nie miałam takiej Matki..
Dziękuje, że moja Mama miała swój rozum – to okazuje się nie jest normą.

PS. Przepraszam wszystkie Mamy, które uraziłam tym wpisem, ale błagam – opamiętajcie się i zacznijcie wybierać mądrze – wiem, że większość z Was tak robi, ale proszę bądźcie czujne na te z Waszych znajomych, którym Celebrytki zrobiły siano z głowy. Tylko wspólnym działaniem możemy uchronić przyszłe społeczeństwo przeć plagą przewlekłych chorób…

Ania